Czternaście dni biegnie, nawet jeśli nikt nie zajrzał do skrzynki
Pismo w e-Doręczeniach uznaje się za doręczone po czternastu dniach niezależnie od tego, czy ktoś je otworzył. Rozwiązanie nie wymagało napisania ani jednej linijki kodu. Wymagało ustalenia, kto ma uprawnienia.
Koleżanka obsługująca korespondencję sprawdzała skrzynkę e-Doręczeń przez przeglądarkę. Otwierała, logowała się, patrzyła, zamykała. Kilka razy dziennie, na wszelki wypadek.
Bo skrzynka nie daje żadnego sygnału, że coś przyszło.
Przy zwykłej poczcie to byłaby niewygoda. Przy e-Doręczeniach jest inaczej: pismo uznaje się za doręczone po czternastu dniach, niezależnie od tego, czy ktoś je otworzył. Termin biegnie sam.
Więc zaglądanie na wszelki wypadek nie było przesadą. Było jedyną obroną, jaką miała.
Pierwsze, co zrobiłem, to sprawdziłem, czy jest co budować
Odruch mam taki, że siadam do skryptu. Pobrać, sprawdzić, wysłać maila.
Zanim usiadłem, przejrzałem ustawienia samej skrzynki.
Powiadomienia mailowe są w e-Doręczeniach wbudowane. Dostawca wysyła wiadomość na adres podany w ustawieniach skrzynki. Jest też wariant SMS-owy. Nic nie trzeba budować, trzeba włączyć.
Cała robota sprowadzała się do trzech rzeczy: ustalić, kto jest administratorem skrzynki, zdecydować, na jaki adres kierować powiadomienia, i wpisać go w ustawieniach.
Zadanie okazało się nie techniczne, tylko uprawnieniowe.
Gdzie to naprawdę mogło się wyłożyć
Zostawało doprowadzić powiadomienie tam, gdzie ona i tak patrzy, czyli do jej skrzynki mailowej. Reguła, kategoria, oflagowanie.
Reguła potrzebuje adresu nadawcy. I tu jest pułapka, w którą łatwo wpaść: adres nadawcy powiadomień trzeba odczytać z pierwszego prawdziwego powiadomienia, a nie zgadnąć.
Reguła zbudowana na zgadniętym nadawcy nie wyrzuci błędu. Po prostu nigdy się nie uruchomi. Wszystko będzie wyglądało na skonfigurowane, a wiadomości będą wpadać jak każde inne i ginąć w tłumie.
Dlatego test musiał poprzedzić regułę, nie odwrotnie.
Druga rzecz: nadawcę trzeba dopisać do bezpiecznych. Bez tego filtr wiadomości-śmieci zabierze powiadomienie do osobnego folderu i po dwóch tygodniach wrócimy do sprawdzania w przeglądarce.
Rzecz, której o mało nie zepsułem
Chciałem, żeby reguła przenosiła powiadomienia do osobnego podfolderu. Porządek, czysta skrzynka odbiorcza, wszystko na swoim miejscu.
To był dokładnie ten sam problem, który likwidowaliśmy.
Podfolder to kolejne miejsce do sprawdzania. Zamiast zaglądać do przeglądarki, zaglądałaby do podfolderu. Ta sama czynność, ta sama pamięć, ten sam termin biegnący w tle.
Powiadomienie zostało w skrzynce odbiorczej. Dostało kolor i flagę, ale nie ruszyło się z miejsca, w którym ona i tak patrzy.
Jedno ustawienie, które warto zrobić od razu inaczej
Pole na adres przyjmuje jeden adres. Naturalny odruch to wpisać adres osoby, która się tym zajmuje.
Lepiej wpisać alias albo grupę, na przykład wewnętrzny adres zbiorczy dla korespondencji.
Powód jest prosty: urlop, choroba, zmiana stanowiska. Przy adresie osobistym każda z tych rzeczy oznacza wejście do ustawień skrzynki, czyli znowu sprawę uprawnień administratora. Przy grupie zmienia się skład grupy i nikt nie musi niczego przestawiać w e-Doręczeniach.
Ten sam wzorzec przydaje się przy innych systemach z jednym polem na kontakt.
Co z tego zostaje dla biura rachunkowego
Jeśli prowadzisz korespondencję za klientów albo masz własną skrzynkę e-Doręczeń, mechanizm jest ten sam.
Sprawdź trzy rzeczy: czy powiadomienia w ogóle są włączone, na jaki adres idą, i czy ten adres przeżyje czyjś urlop.
Nic z tego nie wymaga programisty. Wymaga tylko, żeby ktoś raz przez to przeszedł i sprawdził na żywym piśmie, że wiadomość faktycznie dochodzi.
Nadal łapię się na tym, że zanim sprawdzę, czy funkcja już istnieje, mam w głowie gotowy skrypt. Tym razem sprawdziłem najpierw. Nie zawsze tak robię.
A u Ciebie powiadomienia z e-Doręczeń przychodzą tam, gdzie i tak patrzysz, czy trzeba do nich zaglądać osobno?
// przeczytaj też
Faktura z KSeF jest poprawna. To nie znaczy, że da się ją przypisać.
KSeF sprawdza, czy faktura jest zgodna ze schematem. Nie sprawdza, czy niesie informację, której potrzebujesz, żeby ją przypisać. To dwie różne rzeczy i różnicę widać dopiero przy księgowaniu.
Magazyn z księgą uzgadnia się raz w roku. Wtedy jest już za późno.
Różnica między ewidencją magazynową a księgą rośnie przez dwanaście miesięcy, a szuka się jej dopiero na dzień bilansowy. Wtedy nikt już nie pamięta, skąd się wzięła, i trzeba ją odtwarzać wstecz.
Plik do importu nie chciał wejść. Zabrakło pustej kolumny na końcu.
Dwanaście działów, dwanaście układów tego samego arkusza, jedno wąskie gardło co miesiąc. Najwięcej czasu zjadło nie liczenie, tylko odtworzenie formatu pliku, którego nikt nigdzie nie opisał.